środa, 11 czerwca 2014

13.

ANKIETA! PO BOKU! --------------------------------------------------------------->
PROSIMY JEŚLI CZYTACIE, A NIE KOMENTUJCIE ZAGŁOSUJCIE!

HEEY!
Rozdział trochę później dodany niż zwykle, ale wiecie. Teraz koniec roku, poprawy itd. Nie będziemy się tłumaczyć, po prostu nie miałyśmy czasu.
Teraz chyba rozjaśni się wam trochę sytuacja Lou i Hazzy!
Miłego czytania. 

ROZDZIAŁ DEDYKUJEMY LADY IN RED. (ZWŁASZCZA HARRUSIA). DAJESZ NAM KOPA DO PISANIA I KOCHAMY TWOJE KOMENTARZE! <3


Harry

Nie wiedziałem co mam zrobić. Serce mi stanęło, a oczy to chyba na orbitę wyleciały. Byłem cały sparaliżowany. Boże, ja nawet nie wiedziałem jak ona się tam dostała. No bo jak przekabaciła ochroniarzy. W OGÓLE JAK WESZŁA DO DOMU!!! A okno jest otwarte… Ale choćby nawet to… Jezus. Czy ja jeszcze żyje? 

Byłem tak przerażony, że aż nie czułem ciała. Dopiero po 2 minutach, poczułem mrowienie. Czyli że kończyny mi zdrętwiały, nie wiem czy ze strachu czy może z pozy w której leżałem. Jest ona nie możliwa do opisania, więc to raczej przez moją postawę podczas snu. Kilka razy jeszcze sprawdzałem czy jestem w swoim pokoju, bo przecież nigdy nie wiadomo. Mogła mnie uprowadzić, albo zgwałcić! Nie no dobra nie przesadzajmy.

- Dziewczyno co ty tutaj robisz?!- Wreszcie się zebrałem, aby coś z siebie wykrzesać. W końcu nie codziennie widzi się nastolatkę, wiszącą nad tobą i wlepiającą swoje oczy w ciebie. Wiadomo że można się przestraszyć, ja się prawie zesrałem w majtki.
- O MÓJ BOŻE! TO NAPRAWDĘ TY!- oj, mam kłopoty. Nie może uwierzyć że to ja bo będzie mnie jeszcze śledzić.
- Ja? Czyli kto?- musze sam siebie kryć, nieźle.
- Boże, moja siostra mi nie uwierzy!- To jest tych psychofanek więcej?!!
- Yyy, ale tak właściwie to co ty robisz w moim pokoju i jak się tu do cho.. ho ho, dostałaś.- trochę się zagalopowałem z tymi słowami.
- No, jak to? Weszłam od strony ogrodu, i wspięłam się do twojego okna. Było otwarte więc weszłam. Proste.- i ten jej psychiczny uśmiech. Echh, będę miał koszmary.
- Taa, ale po co ty tutaj jesteś?- z takimi jak ona trzeba na spokojnie. Ja rozumiem nas lubić. Lubić naszą muzykę, no ale do cholery nie rozumiem wkradania się człowiekowi do pokoju kiedy on śpi!
- Musiałam cię z-zo-zobaczyć!- i pisnęła mi do ucha. AŁĆ.- Bo przecież, nie mogłam poczekać do rana. Wtedy mógłbyś wyjechać, albo coś i straciłabym swoją życiową szansę, na zobaczenie cię! A mogła to być tylko jedna szansa w życiu! Bo to co innego widzieć cię na scenie, a co innego widzieć na żywo. Tutaj mogę cie dotknąć…- wystawiła ręce. Ale szybko je złapałem. Chyba zrozumiała o co mi chodzi, bo szybko je zabrała, ale niestety miała się znowu szatańsko uśmiechnąć.-No ale wracając, to byłam na waszym KAŻDYM koncercie. KAŻDYM! Nie wiarygodne prawda? Moi rodzice są nadziani, więc na szczęście mogą tak jeździć za wami!- nie musisz się chwalić. Przewróciłem oczami.- A zdajesz sobie sprawę z tego jak się zmieniliście? Masakra. Ale oczywiście w dobrym znaczeniu…- i gadała tak chyba z godzinę. I mogłem przysiądz że usnąłem w połowie, ale obudziłem się kiedy dziewczyna wstała i zaczęła mi chodzić po pokoju. Jeszcze chwila i zacznie mi grzebać w szafkach, i ukradnie mi slipy od Calvin Klein’a które miałem na jakimś koncercie. I jeszcze mi powie datę i godzinę koncertu, i godzinę kiedy mi się bluzka podwinęła i zobaczyła te majtki. Jezus, już nawet zapomniałam że się tu wkradła i mogła mi coś zrobić. Chciałem po prostu żeby stąd wyszła.
- Czekaj! STOP. Daj mi dojść do słowa- starałem się mówić ze stoickim spokojem.
- Oczywiście-  posłusznie wróciła do siedzenie przy moim łóżku. Momentalnie się odsunąłem. Na nieszczęście ona to zobaczyła i się przysunęła. Dajcie mi tlenu!
- A więc.. Co. Mogę. Zrobić. Abyś. Stąd. Wyszła.- po chwili się skapnąłem że to brzmiało trochę chamsko. Ale przecież ona wkradła mi się do domu.- B-bb-o- zaciąłem się- Mam. Pewnesprawydozałatwienia.- nie wiem czy mnie zrozumiała, ale mam nadzieję że nie będę musiał się powtarzać.
- Och, rozumiem, przecież ty jesteś gwiazdą, i masz tyle spraw że..
- Przejdź do rzeczy- mam już dość. Chamski czy nie, niech ona stąd wyjdzie!
- Mam pewien pomysł. Chce mieć z tobą zdjęcie  abyś podpisał mi się na rzeczach, kiedy przyjdziesz do mnie do domu na kolację- zatkało mnie kakao. No ale jak wtedy się ode mnie odczepi to… DAM RADĘ! Jeśli będę to sobie wmawiał to tak będzie. Taa..
- No ok- przełknąłem ślinę- a o której?
- Naprawdę się zgadzasz!!?? Myślałam że powiesz, że mogę tylko autograf, albo że mnie z domu wywalisz?!-kuźwa czemu o tym wcześniej nie pomyślałem!- To przyjdź o 18. O mamciu, nie zdążę. Jezu ty naprawdę przyjdziesz do mnie do domu. AAA jezu, zaraz zemdleje- obserwowałem ją z daleka. Bałem się podejść. Jeszcze mi by coś zrobiła.
- Taa, jej! A teraz wyjdziesz i spokojnie poczekasz w swoim domu, dobrze?
- TAK!! AAA, a adres?- kurwa a miałem taką nadzieję.
- Yyy masz napisz mi na telefonie.- Jezu chyba nie tylko ja popuściłem w majtki. Tylko że ona z podekscytowania, a ja ze strachu o swoje życie przez cały jej pobyt u mnie.
- M-mm-masz- oddała mi telefon i podeszła do okna
- Czekaj! Wiesz że są drzwi, nie?
- No jasne że wiem- nie byłbym tego taki pewien- ale tak jest fajniej, wiesz tak romantycznie. Jak to chłopaki skradają się do dziewczyn i w ogóle.  Tylko że tu jest na odwrót, ale co tam.- uśmiechnęła się i wyszła przez okno. Nawet jej uśmiech świadczy, że jest wariatką.

Gdy wreszcie zapanowała cisza, spokojnie mogłem pójść do łazienki. Wziąłem ze sobą czyste ubrania, i położyłem je na umywalce. Spojrzałem w lustro i upadłem na ziemię. Na lustrze było napisane „ Harry I LOVE YOU, please call me 236 406 783 295*” a pod spodem mnóstwo serc i odbić ust. Szybko wziąłem pierwsze co mi wpadło w ręce i zacząłem to wycierać. Okazało się że to moją bluzką. Pięknie. Wrzuciłem ją do prania i wziąłem drugą.

***
Była już 17. Cały dzień spędziłem w swoim pokoju odrabiając swój stracony czas przez tą dziewczynę na spaniu. Oczywiście nie obeszło się bez koszmarów. Pierwszy raz w życiu miałem takie sny. No dobra kiedy miałem 5 lat to pan od lodów dał mi więcej o jedną gałkę i wtedy mnie trochę zmroziło, a w nocy śniło mi się że mnie lody gonią. Niby śmieszne ale dla pięciolatka to jest horror, bo ulubiona rzecz cię goni żeby cię zjeść. Zresztą tym razem nie było lepiej. Śniło mi się na początku że elfy porwali tą dziewczynę i ona podała im na mnie namiary że ją uratuje. I te elfy mnie śledziły, ale nie mogły znaleźć, aż w końcu fanka się wydostała i za mną chodziła mówiąc „ Dlaczego mnie nie uratowałeś? Harry!! Ja ciebie kocham a ty mnie porzuciłeś! .. Ale wybaczam ci. Bo będziemy świetną rodziną z piątką dzieci i trzema kotami, prawda HAROLD?”. Wtedy spadłem z łóżka i przed oczami miałem już tylko jej szatański wyszczerz. Później było lepiej bo śniło mi się że chodzę po tęczy śpiewając „It’s a beautiful life o oo och!”.

Najlepiej byłoby gdybym zapomniał już o tych snach. Wreszcie ruszyłem swój tłusty tyłek i wstałem z łóżka. Stojąc przed szafą, zastanawiałem się czy iść na kolację. Chyba nie był to dobry pomysł, ale jeśli wtedy się ode mnie odczepi, to trzeba zaryzykować. Założyłem zwykłą białą bluzkę i czarne rurki. W sumie to przydało by mi się, kupić jeszcze jakieś spodnie.

Nie wiedziałem co zrobić z włosami, więc zwyczajnie obwiązałem włosy ”Bandamą” z koszuli. Równo o 18:40 wyszedłem z domu i wsiadłem do samochodu. Sprawdziłem czy na pewno mam jej adres, choć w duchu modliłem się żeby go nie było.  Niestety adres  tam był. Wyraźny, bez żadnych błędów. Z ciekawości sprawdziłem swoje kontakty. Jak się okazało, dobrze myślałem. Zapisała mi swój numer i dodała go do ulubionych. Przynajmniej wiem jak ma na imię. Glenda.  Hahah, jak zrzęda.  Dobra jadę już bo się załamie jeszcze dziewuszyna.
Włączyłem GPS, i ruszyłem. Jakieś dwa razy wjechałem w złą ulicę, ale nie moja wina że co jakieś 8 metrów jest następna ulica.
Na nieszczęście dojechałem pod jej dom. Jak najwolniej wyszedłem z samochodu podchodząc do drzwi. Starałem się to robić naprawdę bardzo wolno. Już podnosiłem rękę aby zapukać, a drzwi się otworzyły. A stała w nich normalnie cała rodzinka. Mam nadzieję że jej rodzice są normalni. Niepewnie wszedłem do salonu, a mama Glendy zaprowadziła mnie do jadalni. Wszystko było już naszykowane, więc każdy usiadł na swoim miejscu.

Czułem się tak trochę jak wielkolud, bo wbrew pozorom ta rodzina była bardzo niska. Ojciec miał max 1,70m. A mama 1,65m.  Masakra, każdy musiał się patrzyć bardziej w górę. Nagrałbym to i wrzucił na instagrama, ale nie będę już taki złośliwy hah
.
Przez cały obiad, Glenda i jej siostra, Thelma (wole nie wiedzieć jak nazywają się ich rodzice) wypytywały się mnie o wszystko. Nawet o to jakie majtki noszę, i czy gdy są brudne to rzucam je w kąt. A ich rodzice nawet nie reagowali, po prostu wgapiali się w moje oczy i mruczeli coś pod nosem, że jeszcze nie widzieli zielonych tęczówek. To co oni w Narnii mieszkali? A tak swoją drogą, to mieli nieźle wyposażony dom.

Po posiłku miałem nadzieję że będę mógł iść już do domu, ale dziewczyny miały już inne plany. Żeby od nich trochę odpocząć wszedłem do łazienki. Thelma, nie pogardziła sobie mnie do niej odprowadzić i zamknąć za mną drzwi, jakbym rąk nie miał. Załatwiłem swoje potrzeby, i nagle usłyszałem jakieś bzyczenie. Myślałem że kibel popsułem. Deska zaczęła się obracać, woda się sama spuściła i odświeżacz został wlany. Miałem odczucie jakbym był na postoju w Niemczech. Bo przecież u nich taki mechanizm, jest. Na szczęście z umywalką było już normalnie.

Będąc w pokoju, po raz pierwszy się bałem patrzeć. Wszędzie były nasze plakaty, na każdej ścianie, na każdym przedmiocie. Można było oczopląsu dostać. Dostałem do rąk marker, a Glenda i Thelma podawały mi rzeczy aby dać im autograf. Aż mnie ręka rozbolała.

- Thelma ja nadal nie wierze że on tu jest- gadały tak jakby mnie tu nie było. Spoko.
- Ja też.
- Ekhm, wiecie dziewczyny ja już będę się zbierał, dobrze.? Chcę się stąd jak najszybciej wydostać.
- Nie! Jeszcze zdjęcie!- o matko.
- No właśnie! Jak mogłam zapomnieć. Dobrze że codziennie ładuję aparat z nadzieją że cię spotkam. I proszę, spotkałam!
- Ja też lecę po swój!- krzyknęła Thelma. A raczej pisnęła.
Teraz  obydwie siostry stały przede mną z aparatami w rękach, i robiły mi na zmianę zdjęcia.
- Teraz razem. MAMO!! CHODŹ TUTAJ ZROBIĆ NAM ZDJĘCIA.- przełknąłem ślinę
- Już jestem kochanie. Córcie stańcie sobie tutaj, a ty dziubku w środku. –ona mówi do mnie? Nieważne, jak kazała tak zrobiłem. – Emm..
- O co chodzi mamo- wypytywała się Thlema
- Em Harry?
- Tak? – jestem ciekawy o co chodzi.
- Mógłbyś-zaczęła machać ręką. Skrzywiłem minę, bo nie wiedziałem o co jej chodzi.- Mógłbyś się zniżyć? Aparat nie łapie was całych, bo jestem za blisko.- jak to usłyszałem to myślałem że padnę. Chyba będzie to jedyne zdjęcie ze szczerym uśmiechem.
- Oczywiście- na początku ugiąłem tylko kolana, ale pani zaczęła znowu machać ręką, więc po prostu kucnąłem. Wtedy ich mama pokazała kciuk w górę.

Po sesji (mojej najcięższej w życiu) dziewczynom zachciało się jeszcze jednego selfie. Nie zgodziłem się już na więcej bo moje policzki już odpadły. Glenda musiała iść na chwilę na dół, więc młoda wykorzystała sytuację i zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Jej pokój nie wiele się różnił od Glendy. Dziewczynka zaczęła mi odpowiadać o swoich przeżyciach, aż przerwała jej siostra, ciągnąc mnie znowu do jej pokoju. Tam znowu ona zaczęła gadać, a ja już pomału usypiałem. Po raz kolejny. Glenda zaczęła mówić o jakimś
chłopaku który się za nią uganiał, w co osobiście trochę trudno mi uwierzyć, no ale przecież miłość sama wybiera. Wtedy Thelma która cały czas siedziała u mnie na kolanach zaczęła się wiercić, aż wreszcie zeskoczyła mi z nóg. Potruchtała do swojego pokoju i przyniosła jakiś zeszyt. Mówiła że to jej pamiętnik i że tylko mi go pozwoli przeczytać.

Mama zawołała dziewczyny na chwile aby w czymś pomogły. W tym czasie z nudów otworzyłem zeszyt na przypadkowej stronie i zacząłem czytać „Dzisiaj ten ciota Elliot, wywalił na mnie swoją wodę! Byłam cała mokra! Echh, a później jeszcze się pytał że gdzieś z nim pójdę. Co za palant…” No, ta Thelma to jest wygadana. Ciekawe co było dalej. „ .. Jak on w ogóle śmiał się do mnie odzywać! Czy nikt nie rozumie że ja mam HARREGO? Harrego Stylesa. Mojego Hazzę, pączusia-kiciusia. Z tego wszystkiego zdałam sobie sprawę o ile lat jestem młodsza od mojego ukochanego. To była różnica aż 11 lat!  Aż ułożyłam wierszyk:
Dlaczego to musi być on?
Przecież on jest jak ten słoń!
Wolałabym, żeby to był Harry!
Ale Harry, jest za stary.”**

Byłem nieco zdziwiony i zaskoczony jej twórczością. Ale jeszcze bardziej bałem się przebywać w ich domu. Dlatego zszedłem na dół i wymyśliłem wymówkę że moja mama dzwoniła abym jej pomógł w zmywaniu. Później się skapnąłem co ja palnąłem, ale o dziwo nikt nie był zaskoczony. Wręcz przeciwnie, każdy mi uwierzył i dziękował za przyjście, i że rozumieją to że muszę już iść. Dziewczyny jeszcze mnie uściskały (czyt. prawie udusiły) i rodzice po nich to powtórzyli. Oczywiście musiałem się schylać. Było to trochę nie zręczne, ale im to najwyraźniej nie przeszkadzało.

Zostawiając ich dom za sobą, odetchnąłem z ulgą.
Siedziałem tam bite 3 godziny!

*przypadkowe cyfry
**via. Milena :)

Alex

-Clarie?- usłyszałam głos Nialla. Po chwili miałam spotkanie trzeciego stopnia z betonem.- Boże, Alex przepraszam...- zaczął nawijać blondyn. ''Wiesz co se zrób z tymi przeprosinami?''
-Spoko... Żyję...- złapałam jego dłoń i stanęłam na nogach.

Otrzepałam ubranie i spojrzałam na dziewczynę chłopaka. Szczerze? Poczułam się jak ofiara. Długie blond włosy sięgały jej aż do pasa. Sukienka, którą miała na sobie... Chyba przez całe życie bym na taką nie zarobiła. Wyglądała na cholernie drogą i pewnie taka była. Stroju dopełniały szpilki i mnóstwo bransoletek na ręce. A ja? Włosy koloru, którego nigdy jakoś szczególnie nie kochałam, miałam potargane i rozwiane we wszystkie możliwe strony świata. A moja koszulka i krótkie spodenki nie miały szans z jej strojem. ''I ty się dziwisz, że woli ją" Czasami mam ochotę przywalić sobie samej. Choć tym razem... Moje drugie ja miało rację.

-Na pewno? Wyglądasz trochę blado...- usłyszałam troskę w jego głosie?
-Tak na pewno... To ja już będę całować.- uśmiechnęłam się, ale... Kurwa co ja powiedziałam?!- Znaczy lecieć. Będę lecieć- szybko się poprawiłam.
-Ale jesteś pew...- zaczął znów Niall.
-Tak spokojnie. To do przytulenia!- przeklęłam pod nosem- Znaczy do zobaczenia.- sprostowałam i szybko złapałam torby leżące obok mnie.
Zanim się odwróciłam zarejestrowałam jeszcze nie dość przyjazne spojrzenie Clarie. ''To sie kurwa nazywa dobre pierwsze wrażenie'' Tylko czy właściwie chciałam zrobić na dziewczynie Nialla dobre wrażenie?

***
-Co ty pierdzielisz?!- krzyknęła do mikrofonu Lucy.
-No tak...- westchnęłam i spojrzałam na dziewczynę na ekranie.  Jej mina... Była po prostu bezcenna.
-Czekaj, czekaj jeszcze raz- wyprostowała się i zaczęła wyliczać na palcach- Spotkaliście się w parku, tak właściwie to jak do tego doszło? Wpadłaś na niego? A może on na ciebie? Dobra mam dziwne skojarzenia... Nie ważne- jeden palec- Potem opiekowaliście się jego bratankiem, wiesz to takie słoooodkie. A podobny jest do Nialla? Pewnie jest uroczy! - drugi paluszek- Zgubiliście go, no i odpowiedz mi jak można dziecko zgubić? No serio? Przecież to dziecko do jasnej anielki- trzeci- Pogodziliście się co jest meega super fajne, no ale w sumie to zaraz po kłótni, więc mniejsza o to- czwarty i piąty- Potem zakupy, boże jak ja bym poszła na zakupy. Ale jestem spłukana. Chociaż... Babcia. Muszę pojechać do babci. Tak to jest to!- teraz musiała dołożyć drugą dłoń- Czekaj! Jeszcze obudziłaś się na jego kolanach! Kurna czemu mnie tam nie było?! Zrobiłabym wam zdjęcie! Musieliście cholernie słodko wyglądać!- pisnęła i odhaczyła kolejny palec- No i na tych zakupach! Musiałaś przymierzyć tyyyyyyyle pięknych sukienek. I ty jeszcze wybrałaś tą co wziął on! To takie... Awwww- siódmy palec- Potem ten prawie pocałunek... Bożeeee ja chcę na randkę!- zrobiła tą swoją minę z uniesionymi brwiami- I ty mi mówisz, że tobie w ogóle na nim nie zależy?! Taaa jassneee to tak zwane pierdol pierdol ja posłucham.
-Lucy... To nie tak, że mi nie zależy w ogóle...- oczywiście nie dane było mi dokończyć.
-O boże! Wiedziałam! Czyli jednak ci zależy? Alex się zakochała! Zakochała się! I to w kim... O mój boże! musisz mnie z nim poznać! Czekaj! Jeszcze z tym jak mu... Louisem! On jest taki uroczy... I słodki... O i z Zaynem! Jego włosy no to po prostu bóstwo! A ten Harry! Ja pierdzielę jego dołecz...
-Lucy! Błagam! Posłuchaj mnie!
-Ok już- zakryła sobie usta dłonią.
-Słuchaj, bo to bardzo ważne, dobrze?- powiedziałam powoli a ona przytaknęła- Niall. Ma. Dziewczynę...- podkreśliłam każde słowo, aby koleżanka zrozumiała treść mojej wypowiedzi.
-Co?! Jak to?! Przecież... To nie ma tak być! Wy macie wziąć ślub, zamieszkać w domku na plaży i mieć
czwórkę dzieci! A nie 'on ma dziewczynę'! Zresztą założę się, że to jakaś lala. Wiesz drogie ubrania, trzynastocentymetrowe szpilki i pełno tapety na twarzy!
-Boże...- zaśmiałam się- Czasem kocham tą twoją paplaninę, wiesz?
-Wiem, wiem. Ale tak na serio... Alex ty... Tak go lubisz? Czy no wiesz... Lubisz, lubisz?
-Nie wiem sama- westchnęłam- Muszę to przemyśleć. Bo kiedy go zobaczyłam...- ''Nie rumień się, błagam nie rumień się!''
-Rumienisz się kochana- zaśmiała się Lucy prosto do kamerki. ''Cholera!''
-A potem ta Clarie... Lucy ja nie mam z nią żadnych szans.- jęknęłam.
-Czy ja dobrze słyszę? Ta Alex Morgan mówi, że może przegrać? W takim razie ty nie jesteś moją Alex. Moja Alex nie zna słowa niemożliwe i nigdy, przenigdy się nie poddaje.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz- wzruszyłam rękami- Dobra nie chcę już o tym gadać. Jak tam próby z Van?
-Ty sobie żartujesz? Błagam cię! Nie wiem czy to można nazwać próbami. Ona nie ma bladego pojęcia o niczym!
I tutaj Lucy zaczęła jeździć po naszej koleżance. Haha brakowało mi jej. No i jej biadolenia. Nie znam osoby, która by ją przegadała.

***
Po rozmowie na skype jakieś dwie godziny ogarniałam ten układ. No ale wreszcie go skończyłam! Jeszcze będę musiała go trochę popoprawiać, ale to już w studiu z resztą ekipy.

Szybko złapałam jakąś koszulkę ze spodenkami i pognałam do łazienki. Mam wrażenie, że prysznic jest dobry na wszystko. Choć przez chwilę można odciąć się od świata. Wskoczyłam szybko pod strumień ciepłej wody i dałam sobie zapomnieć o tym wszystkim. Skupiłam się na wodzie, która była tak cholernie kojąca, że nie chciałam nigdy stamtąd wychodzić. ''Nic nie trwa wiecznie'' Westchnęłam i niechętnie wyszłam z kabiny. Owinęłam się ręcznikiem i rozczesałam włosy. Nie sądziłam, że są już tak długie. Prawie dosięgały mi tyłka. Umyłam jeszcze twarz i zęby. Wytarłam mokre ciało ręcznikiem i ubrałam się. Oczywiście kiedy wychodziłam, moja mama musiała mi wytknąć, że nie wiadomo ile tam siedziałam, i że pewnie zużyłam jej całą ciepłą wodę bla bla bla.

Walnęłam się na łóżko i patrzyłam na biały sufit. Po chwili poczułam uginający się materac i coś ciężkiego na moim brzuchu.

-Hej piesku- podniosłam się i oparłam o poduszki- Ty też nie w humorze?- podniósł na mnie te swoje brązowe oczy- Wiem co czujesz- westchnęłam i zaczęłam go głaskać- Nie wiem co robić... Jestem w kropce- jęknęłam- A ty jak myślisz Buddy?- spojrzałam na niego z nadzieją, że się odezwie i powie mi co mam zrobić- Nie twoja wina, że nie możesz mówić...- opadłam ciężko na poduszki- Przecież jesteś tylko psem...- podniósł się i położył łeb zaraz obok mojej głowy.- Ale wiedz, że...- pocałowałam go w mokry nosek i przytuliłam mocno.- To nie jest tak, że się poddaję. Po prostu wiem, że to bez sensu...- wyszeptałam sama chcąc w to uwierzyć.

Schyliłam się i zgasiłam lampkę. Nakryłam się kocem i przytuliłam do psa. Może to głupie, ale ja wiem, że on mnie słucha. A że już odpowiedzieć nie może, to nie jego wina.

Kiedyś wszystko było prostsze. Pamiętam, kiedy byłam mała leżałam w nocy na łóżku, zamykałam oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie wierzyłam w bajki. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki - byli na wyciągnięcie mojej ręki. Pewnego dnia jednak otwiera się oczy, a bajki znikają. Ludzie nie mają już czasu na marzenia. Ale prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia obudzi się i to wszystko stanie się prawdą. Piękna suknia, buty i książę, który zaniesie mnie do zamku na wzgórzu... ''Jednak zamki są drogie, buty nie wygodne a księcia jak nie było, tak nie ma.'' 


Louis

Ściszyłem Bruno Marsa w słuchawkach i spojrzałem na Marka.
-Coś mówiłeś?
-Tak Lou. Mówiłem, że zaraz będziemy pod studiem- westchnął i skupił się na drodze przed nami.

Powróciłem do patrzenia na widok za oknem. Właściwie jeśli wieżowce i biurowce można nazwać widokiem. Cholernie nudno jeździć do studia bez chłopaków. Zawsze jest nas co najmniej dwóch na samochód. Właśnie…

-Mark, Paul wezwał też resztę?- zwróciłem się do ochroniarza za kierownicą.
-Chyba nie. Wspominał tylko o tobie.- wzruszył ramionami nie odrywając wzroku od drogi.
Cholera, co ja zrobiłem? Bardzo rzadko byliśmy wzywani pojedynczo.

Po chwili przez przyciemnioną szybę zobaczyłem niewielki tłum dziewczyn przed wejściem do studia. Niby nic dziwnego, ale prawie wszystkie miały bluzki z nazwą zespołu.. Zdziwiony spojrzałem na zegarek. ''One nie mają co robić o wpół do czwartej nad ranem?'' Westchnąłem i sięgnąłem po czapkę. No właściwie to czapeczkę Nialla. Nieformalnie ją sobie pożyczyłem. ''Czyli nie pytałeś go o zdanie.'' Tak, często mi się to zdarza.

Wtedy samochód się zatrzymał. Założyłem ową czapeczkę i przejechałem dłońmi po twarzy. ''Wracamy do pracy''.
-Poczekaj, wezmę najpierw twoją walizkę.-oznajmił Mark zaciągając hamulec.
-Nie trzeba, poradzę sobie- uśmiechnąłem się i otworzyłem drzwi.

Moje bębenki gotowe na krzyki i piski nie doczekały się ich. Znaczy nie tak głośnych jak zazwyczaj. Uśmiechnąłem się szeroko i skierowałem do bagażnika. Czasem zastanawiam się skąd one wiedzą gdzie nas szukać. ''To studio jełopie. To miejsce gdzie jesteście najczęściej'' Mówiłem już jak bardzo kocham ten głos w mojej głowie? Nie? A tak. To dlatego, że go nawet nie lubię. Przewiesiłem sobie walizkę przez ramię i usłyszałem głos ochroniarza przy uchu.

-Idziemy prosto do studia, czy podejdziesz do nich?
Miałbym je zawieść? Nie wiem ile one tu czekały, ale jest cholernie wcześnie i zimno, a one tu stoją tylko po to, żeby zrobić sobie ze mną zdjęcie. Normalnie niby już powinienem przywyknąć, ale to zawsze będzie mnie zadziwiać.
-Podejdę- wyszczerzyłem się i skierowałem do nawet niewielkiego tłumu dziewczyn.

***
Wleciałem do windy a zaraz za mną Mark.
-Musiałeś jeszcze zrobić sobie zdjęcie z tą dziewczyną, co nie?- jęknął.
-Weź nie narzekaj. Dzisiaj było bardzo spokojnie- uśmiechnąłem się na wspomnienie tego słodkiego, małego rudzielca.
Ej no ale co? Miałem jej odmówić, kiedy ona miała na sobie bluzkę z ''Jestem żoną Marcheweczki i nic ci do tego''.
-Tu masz rację- westchnął i oparł się o ścianę windy.
Spojrzałem jeszcze raz na książkę w moich dłoniach. Jakaś fanka prosiła bym przekazał to Liamowi. Mówiła, że chce, by Payne pierwszy to zobaczył, a normalnie tak mnie korciło, żeby to zobaczyć… Cóż nie byłbym sobą, gdybym choć trochę nie zobaczył. Delikatnie obróciłem okładkę i parsknąłem śmiechem. To zadziwiające jak te dziewczyny pamiętają takie głupoty, które kiedyś walnęliśmy bez zastanowienia.
-Co się tak ryjesz? Pokaż- spojrzał zaciekawiony na książkę w moich rękach Mark. Podałem mu ją, a on otworzył na pierwszej stronie.- Czemu na tym zdjęciu Liam ucieka przed gigantyczną łyżką?- spytał a ja dostałem ataku śmiechu. ''Te dziewczyny są świetne''

***
Zapukałem, a gdy usłyszałem donośne ''Wejść!'' powoli uchyliłem drzwi od biura, które należało do Paula.

-Louis!- krzyknął i uśmiechnął się wystawiając rękę w moim kierunku.
-Paul!- spróbowałem go przedrzeźnić, ale wnioskując po jego głośnym śmiechu, raczej mi to nie wyszło.
Usiadłem na wygodnym fotelu i oparłem nogi na stoliku, za co oczywiście menager zgromił mnie spojrzeniem. Posłusznie spuściłem nogi na ziemię.
-Więc, możesz mi wreszcie wytłumaczyć, dlaczego siedzę tutaj o tej nieludzkiej godzinie, zamiast smacznie spać, w moim łóżeczku, w Doncaster?- spojrzałem na niego. Paul westchnął i opadł na swój czarny, skórzany fotel.
-Dobra, słuchaj uważnie. Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę o tej akcji z ‘Larrym’?- przytaknąłem- No więc szefostwo stwierdziło, że nie może tak tego zostawić.- nabrał dużo powietrza- I znaleźli ich zdaniem wyjście idealne.
-Czyli?- popędziłem go. ''Coraz bardziej mi się to nie podoba''
-Stwierdzili, że któryś z was, w sensie ty lub Hazz, musicie zacząć pokazywać się z dziewczyną.- znów nabrał nerwowo powietrza.- I padło na ciebie Lou.- spojrzał na mnie niepewnie.
-Spoko- oparłem się na ramionach- Pójdę dzisiaj do klubu i…- nie dane było mi dokończyć.
-Louis, to nie tak. Będziesz w związku, takim ustawionym. Już znaleźli odpowiednią dziewczynę. Chyba jest rok od ciebie młodsza.- patrzyłem na niego jakby mi właśnie oznajmił, że wylatujemy w kosmos.
-A jeśli się nie zgodzę?- spytałem mając nadzieję, że może się z tego wywinę.
-Mają pełne prawo wywalić cię z zespołu. Próbowałem jakoś interweniować, ale ich zdaniem to wyjście idealne.- powiedział to z taką powagą, że zaczęło się we mnie gotować.

Zgodziłem się na tą całą umowę. Chciałem spełnić marzenia. Swoje i chłopaków. Ale kurwa nie zgodzę się na takie gówno! Nie ma mowy! Mam okłamywać fanów? Rodzinę? A zwłaszcza już samego siebie?! No i do cholery a co z tą dziewczyną?! Przecież ona… Chyba, że… Błagam powiedzcie, że nie.

-Co to za dziewczyna?- spojrzałem w oczy Paula.
-Córka twojego i tym samym mojego szefa.- ''Lepiej być nie mogło, prawda?''- I tak właściwie to masz z nim spotkanie za..- spojrzał na zegarek- Piętnaście minut. Lou- spojrzał na mnie- Nie spieprz tego. Błagam cię.-przytaknąłem niechętnie- To ma być umowa na jakiś rok, może krócej. Wybrali ciebie, bo jesteś starszy
i pewnie stwierdzili, że rozsądniejszy. A Harry to… Harry. Wiesz jaki on jest. A ty…- westchnął głęboko- Nie mogłem nic zrobić, Lou.
-Wiem.- rzuciłem i wyszedłem mocno trzaskając drzwiami.

Mark posłał mi pytające spojrzenie, ale zignorowałem to i poszedłem przed siebie. W końcu znalazłem korytarz, na którym nikogo nie było. Stanąłem przy ścianie i powoli zsunąłem się na ziemię. ''Kurwa co robić?'' Miałem taką pustkę w głowie… Zawsze mówili mi, żebym był uczciwy, a teraz… Jeśli się nie zgodzę stracę wszystko. Muzykę i chłopaków. Wiem, że sami nie poszliby dalej. To nie byłoby to samo. Ale cholera… Obiecałem Niallowi, że kiedyś zagramy na Croke Park. Że razem z Malikiem zabalujemy w Miami. I obiecałem sobie, że utopię Harrego jak jeszcze raz pojedzie beze mnie do LA. ''Akurat to możesz zrobić nie będąc w trasie.''. Teraz kurwa to się głosie nie odzywaj! Wyciągnąłem telefon z zamiarem zadzwonienia do, któregoś z chłopaków. Szybko wybrałem numer i przyłożyłem telefon do ucha. ''No błagam.. Odbierz..''

-Tomlinson, zdajesz sobie sprawę, że jest czwarta nad ranem?- jęknął mój ukochany przyjaciel. A mi uśmiech wdarł się sam na twarz.
-Liam, pogadamy?…

***
Wszedłem do kolejnego biura. Z tym wyjątkiem, że to biuro należało do człowieka, który sterował wszystkimi w tym budynku jak tylko chciał. Kazano mi tu na niego poczekać, więc usiadłem na fotelu i zacząłem przyglądać się temu miejscu. Na biurku przede mną leżały stosy jakiś papierów. Dookoła stały półki z przeróżnymi  książkami i segregatorami. ''Skądś kojarzę to miejsce, a jeszcze nigdy tu nie byłem…''

-Louis!- odwróciłem się i zobaczyłem uśmiechniętego, wysokiego mężczyznę ubranego w garniak. ''Kurna widziałem go kiedyś?!''
-Dzień dobry...
-Paul mówił ci co i jak?
-Tak mniej więcej…- wysiliłem się na uśmiech. Po rozmowie z Paynem wiedziałem, że nie mogę dać tak po prostu za wygraną. Muszę przystanąć na ich warunki. Właściwie to gdyby nie ten facet, pewnie teraz zapierdzielałbym do jakiejś nudnej roboty, albo na wykład.
-No to wszystko przedstawia się w...- wtedy zza niego wyłoniła się niska brunetka. Zaraz ze świruję. Przecież ja już ją kiedyś widziałem! ''Może na ulicy? Jest milion dziewczyn na tym świecie geniuszu!''
-To papiery, o które pan prosił.- podała mu chyba cztery kolorowe teczki.


-Tak, dziękuję. I Carly, przynieś nam kawę.- uśmiechnął się, a brunetka wyszła. ''Dobra spokojnie Lou''. 

Odprowadziłem ją wzrokiem, a w tym czasie facet usiadł na swoim skórzanym fotelu. Już miałem się odezwać gdy nagle do pokoju wpadła blondynka. I kurwa nie byle jaka blondynka! Trochę niższa ode mnie, długie blond włosy, jasna cera, usta w wyraźnym grymasie, brązowe, ciemne oczy. ''Jestem w ukrytej kamerze czy co?!'' To się nie dzieje naprawdę! To tylko kolejny z moich durnych snów… Prawda?

-Louis to moja córka, Cassie King.


Podoba ci się? Skomentuj !

2 komentarze:

  1. Ahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha :) O matko kochana, jak ja się uśmiałam z pierwszego fragmentu i biednego Harrusia... :) Też mu się trafiło... Glenda i Thelma, tak? :) Zakochana małolata... O ja, aż mnie brzuch boli ze śmiechu :) Ale dobra... Już się uspokajam :)
    Okej... :) Ale genialnie to wymyśliłyście :) Chociaż wiecie co? Jakoś tak podskórnie czekałam na jakąś wybawicielkę dla Hazzy. Wysoką (rodzina liliputów, hah :) ) młodą sąsiadkę, co przyszła z pretensjami o wrzaski, bo ona się musi uczyć na egzamin czy coś... No nie wiem. Okej, pewnie bym to olała znając mnie, ale mimo wszystko nadal wyczekuję dla niego jakiegoś delikatnego romansu. Ale nie zgadzam się na Lucy... Tylko żeby mnie zazdrość nie zjadła, okej? :)
    No to ten... Genialny fragment, gratuluję pomysłowości :)
    Alex... No trochę mi się jej szkoda zrobiło, ale rozumiem dziewczynę. Z moim zamiłowaniem do wygody, często przy innych koleżankach czuję się jak ostatnia ofiara. I jeszcze to była dziewczyna chłopaka, który jej się podoba... No nieciekawa sytuacja. Niech Alex się z nią rozprawi, tylko tak porządnie! Bo C. zdecydowanie nie polubiłam...
    Louis... Mały słodki rudzielec wyjątkowo mi się spodobał :) Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego... I Cassey... TAK! W KOŃCU! No to jak już się spotkali, niech się szybko zakochają i w ogóle :) Tylko tak mocno, mocno :) Bardzo mi się to wyjście podoba :)
    No i cóż... Czekam na kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że pojawi się szybko, co? :) I z Harrym znowu...? :)
    To ten... dużo weny życzę :)
    Buziaki xx.
    PS: 39 już jest na RM :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah cieszymy się, że ci się podoba :) To dużo dla nas znaczy! Osobiście rzadko uważamy, że to co piszemy jest jakoś wielce śmieszne, ale staramy się :)
      Pomysł jest Malikowej :) To jej należą się gratulacje ;* (Tusiak)
      Romans i Harry, powiadasz? Spokojnie, weźmiemy to pod uwagę. KIEDYŚ :)
      Alex... Sytuacja rzeczywiście trochę nieciekawa, ale wiesz... Nie zawsze jest cudownie :) Ale podobno, jak jest źle, to później może być już tylko lepiej ;)
      Nie żeby coś, ale nie rozczaruj się za bardzo z tą wielką miłością Lou i Cassie. Wiesz jak mówią. Miłość i nienawiść dzieli cienka linia ;)
      Staramy się jak możemy z tymi rozdziałami, ale nie zawsze jest tak jak byśmy chciały :c Haha z Harrym...? Zobaczymy, zobaczymy :))

      OD TUSIAK
      KOCHAM CIĘ, WIESZ O TYM?! DZIĘKUJĘ ZA TEN ROZDZIAŁ NA RM! KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM!! <3

      Usuń